Translate

czwartek, 3 września 2026

190.

Bezdomny

Zachód...
Słońce oparło się promieniem
O na wpół spróchniałą gałąź.
Odleciały zeń ptaki,
Kracząc...

189.

Zachód w dolinie

Obok poczerwieniałych domów
późniejszym zachodem...
Liczymy płonące po horyzont
Chmury.
...

Dzieci bawią się,
A ci, co nie ujrzą dnia,
Wskazują ptaki...
Te wpierw duże...,
Małe nikną, palone w nurkującym słońcu.

188.

Złomowisko

A wśród starych
I wyblakłych już gwiazd,
Dawno skarłowaciałych,
Rozciągał się - jak ocean - Bóg.

Z góry widziałem
Stare, opuszczone rakiety,
Pluszowego psa bez oka;
I remizę plastikowych strażaków...
...

Odwróciłem wzrok -
Jaśniało niebo...
Wyrzuciłem ostatnie yoyo;
I poszedłem spać.

187.

Tym, co polecą z nami w gwiazdy

Chwila -
Zapłonęła zakurzona,
Wpół widoczna dioda starego radia.
Trochę szumów…, 
I tak niczego nie wyłapie.
Od dawna nikogo tu nie było;
I nikt nic tu nie mówił.

Chwila -
Zgasła.
A przez ten urywek czasu 
Ziemia odsunęła się odrobinę od Słońca...
Spadło kilka liści, była jesień.
Osiadło na mnie trochę kurzu…,

Ale ktoś złapał w tej chwili moją rękę.
Musieliśmy lecieć.