Translate

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

184.

5:25, wtedy to, jak i co dzień, i tak każdym razem - podjeżdża tu dla nas - to stary, na brąz cięty wagon, o w takt z wschodem zgranym, eleganckim wnętrzu, gdzie rosę zaś z rana zastąpić by mogło w czerwień, proszę, wino. Dziękuję. Na mahoń obicia, by do tych - obszyte w purpurę siedzenia. W heban ławy, zielone firanki - na ciemno. Talia kart z popielniczką. I może jeszcze raz jeden..., i wino. Nie, może czarna herbata. Nad - wiszące lampy - naokół, haczyk na kapelusz. Papieros, jak błogosławieństwo. Z tym i wiele światła, zza okien - z turkusu w czas pali w pomarańcz..., jak wyjrzeć, po czerwień przez w fiolet - do nocy (więc granat?), więc może jeszcze raz jeden..., niech czerwień nam leci przez lampy, niech ćmi się pod rytm, do muzyki - na ciepło..., czeka nas długa podróż, więc..., to znów, raz tylko jeden... saksofon - na trochę dobrego jazzu. Gołąb - na brzegu oparcia. I jeszcze haczyki - na płaszcze, wziąłem dziś kilka ze sobą.
I wino na..., to już ostatnie.
Kapelusz.
...

Ćma, uchylone okno. Muzyka. A pędzi ten zawsze po wodzie. W dal w wodę prowadzą szyny. W dal... kilka sodowych latarni. I kilka listów po drodze, jak stacji, jak kilka pocztówek z życia, i..., więc może jeszcze raz jeden... Zdecydowanie, będzie to trochę zbyt dużo. 
5:25, a jeśli kiedyś się spóźnię, miłość zatrzyma po drodze, dłuższe przypadną lata... A jeśli kiedyś ucieknę czy może po prostu... się spóźnię, zaczekam. Jak zawsze, jak co dzień na..., to znowu (i potem będzie tak samo), na stary, w złoto cięty wagon, o w takt z wschodem zgranym, eleganckim wnętrzu - na granat, powiedzmy, tym razem. Na..., może jeszcze raz jeden...
Och, proszę, tak dawno nie było.
Papieros.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz