Translate

sobota, 13 czerwca 2026

180.

Dokąd tupta nocą jeż?

Z lekka zwalniające słońce, z tym pomiędzy nim a w dal się ciągnącą podróżą - niebieski kredens i krzesła. Parująca na zachód herbata. Wiatr do towarzystwa - pomiędzy nim zaś a w dal się rozciągłą... cokolwiek by więcej, będzie to zbyt dużo.
Za ciężko, a...

stałe, niepomierne. Ciche..., usycha z tym drobno przy końcach. Gdyby jeszcze trochę - to znowu, za dużo. I dalej - na zachód - herbata. Śpiący jeż w rogu stołu.

Niebieski kredens i... (bujane), w kącik purpura za oknem. Ciemniejsza, a z czasem płochliwa, okno poddaje granatom. W granatach więc rosną drzewa. Są ścieżki liści po słońcu, nad nimi - po gwiazdach - są ptaki. Właściwie weń tylko je słyszysz. A mówią, że kiedyś tu wrócisz..., być może. Gdy najdzie cię znowu potrzeba, przyjdę, by w czas, że powrócę na zawsze...

po ścieżkach liści, na zawsze na zachód... herbata. Na zawsze, powiedzą ptaki.
Śpiący jeż w rogu stołu, a kiedy otworzy oczy, jak snu zeszłej nocy, tak samo, nic już nie będzie pamiętał. 
Jak snu zeszłej nocy, nie będziesz pamiętał podróży. 
Tak samo.