Na małej zielonej krawędzi, tak drobnej, że ledwie tę... gasną gwiazdy. I księżyc gaśnie za oknem. I dalej, jak dojrzeć, nigdzie to przecież nie zmierza. Gasną wizje. Gdy miłość zgasła ze świata, na małej, zielonej krawędzi..., tam... żadnej krawędzi już nie ma. Gdzieś indziej, być może, lecz tu..., lecz tej nocy, nam - niczego więcej nie będzie.
Nim cały świat zgaśnie do końca, błysk, światło, rezerwa paliwa. Błysk, zapłon - raz - cienie za oknem - niczego więcej... Na czerwień przyćmione lampki - błąd - dwa - błysk, iskry - trzy - raz jeszcze, ostatni, a choć to donikąd..., dasz radę w iskrzeniu zobaczyć - byliśmy tu - na małej, zielonej krawędzi gasło niebo. Gdzieś po nim, w dal... girlandy spadających gwiazd, że... Nic po nich więcej nie widać.
Niczego więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz