Translate

czwartek, 24 marca 2022

102.

Jakże, proszę Państwa, winna wyglądać w Waszych oczach, sercami nakreślona miłość... Lecz nie zwykła, a jedyna, a weźmy, że w ujęciu jej utopijnym na domiar. 
Jaki obrać scenariusz, jakże się zakończyć, jakie Państwo mieliby w niej role? Bo czyż nie jest tak, idąc ulicą pełną starych gazet, bujamy w marzeniu, jakby sennym, wdychając i snując się w oparach pięknych, utopijnych miłości, tego co, o zgrozo, o zgrozo nigdy wydarzyć się nie może...

Ale czy na pewno? Zdecydowanie w to nie wierzę. 
Tak jednak się dzieje, zwykle życie wygląda o wiele inaczej, niżmy sobie je w plan przybraliśmy, co, klucz, nie znaczy, że gorzej.
Stąd pytanie o to, że w kwestii miłości, w jaki plan Państwo te przybrali?
...

Ah, moja wymarzona miłość miała kilka dobrych akapitów. Nie spodziewałem się zakończenia, pachniała cudownie, choć też zupełnie inaczej, niż się spodziewałem. W końcu była straszna do przesady i wielka na niby, by w końcu okazać się prawdziwą na amen.
Rzecz w tym, że nigdy nie zdołałem jej tego powiedzieć więcej, niż tysiąc razy. Miłość, miłość - piesek zagłaskany, hipotermia i rów pełen wody.

środa, 9 lutego 2022

101. "Baśń o trzech braciach i królewnie"

Zapraszam Państwa, a to na przedsmak lepszej nocy, do zapoznania się z pierwszym, więc oczywiście i pełnym mankamentów materiałem Jesieniarii polskiej, stanowiącym recytację, tu w moim wykonaniu, jak się Państwo przekonają, nader frywolnej, co bywa mój Boże, liryki Aleksandra Fredry.

poniedziałek, 7 lutego 2022

100.

Trochę o gofrze, Nowym Świecie i, w domyśle, o rudej staruszce, ale jest to wolny eksperyment takiego pisania. Zresztą szczerze zapraszam do czytania, a z przyzwoitości - dobrego wieczoru.
...

Jestem sam. Eh, to chyba najwłaściwsze słowa. Sam, sam, sam, a dzisiaj we śnie mój umysł śnił osobę, co ukradła z biblioteki 16 milionów rzeczy, i ma przez to długi. Co więcej, chciała na tych spłatę pożyczyć od jej brata żony...
Nieważne. Bo pamiętam, wcześniej jadłem gofra z Nutellą, słuchając do znudzenia tej samej, śliskiej już dla mnie muzyki, popijając ją gruszkowym cydrem.

Sam, wypadałoby bywać stale w otoczeniu siebie. Pukać do kogoś od spodu i patrzeć przez wizjer, nikt nie idzie. Gardzić rozmową ze staruszką, bo na rozmowie się skończy. W końcu jeść, jeść i jeść, i pocić się na siłowni.
I bzykać się w swoim świecie. I zaglądać do skrzynki pocztowej.

Idziesz spać, słyszysz jeszcze dzwonek tramwaju, bo chodzisz spać wcześnie. Sam, patrzysz w gwiazdy, dopóki nie zdasz sobie sprawy, robiłem tak, bo było to poetyckie. Mija północ, pełno ludzi idzie Nowym Światem. Idziesz, słuchając tej samej muzyki. I czuję się brudno, to na pewno przez wczorajszy cydr. Idę, że warto kręcić się wokół siebie, przy zamku zataczam koło. Już grubo po północy mijam tych samych ludzi, przechylam się coraz bardziej do przodu. Nigdy bym sobie na to naprawdę nie pozwolił, to musi być sen.

wtorek, 25 stycznia 2022

99.

Po co, drodzy Państwo, czytamy? Dla przyjemności, a ja też tak sądzę, lecz to warto przyjąć, czytać zwykliśmy także i dla wspomnień, dalej więc, czytać nam przyszło dla dłuższego życia.

O Boże, jak to i straszno, i źle jest, by myśleć, zdać sprawę choć sobie, zapomnimy swe życie. A przynajmniej przepadną nam z głowy dziesiątki lat, szarych, bezpłodnych, przede wszystkim naszych, zdaje się w końcu, tych samych niemal, a to jedno, co stać będzie pod pojęciem życia, naszego życia, ot, będą to chwile raptem, uczuciowe, by tylko, lecz i te większe, te wielkie i piękne, i najgorsze, do diabła, ze wszystkich emocje (wszystko to zresztą w zupie z zapomnianych myśli). Cóż to jednak, okaże się, w życiu nie więcej było ich, niż garstka. Jedna, dwie góra, które pokryć by mogły kilka jedynie dni, i to dobrze, jak starczy ich na tydzień. Ot, okazuje się, tyle przeżyliśmy. Na końcu zapamiętamy kilka dni naszego życia. Na co nam i to, że inni zapamiętają więcej. Być może, lecz zastrzegam, w chwili, kiedy zaraz wszystko ma wtem zniknąć, zdamy sobie sprawę, jak inni o ułamek choćby nie stanowią dla nas nic konkretnego nad milczący znikąd wobec nas świat. Milczał zawsze, teraz rzucamy się jedynie, szarpiąc, po jakąś od niego odpowiedź. Przypomnieliśmy sobie, istnieje tylko on. Wielki, nieporuszony, jak uczucie prawdziwe. A jednak go nie ma. Biały. Ogromne coś, w którym przyszło nam istnieć. Pukasz, nikt nie odpowiada. Boże, czy to możliwe, że nigdy nikogo nie było?

To nic, gdzie w tym wszystkim książka? W tym, by zapełnić tydzień naszego życia. Ot, to wielkie, co przeżyliśmy w przerwach przepracowanego etatu... Czy tyle nam starczy? Czy dumnie możemy powiedzieć, tak, tydzień, było nam aż nadto? Tutaj książka, więc światy, uczucia, strach, a to wszystko, co, wyobrażać możemy sobie, dzieje się na białych ścianach naszego jałowego pokoju. Cóż zrobimy bez książki? Ot, nuda. A drzewa poddają się wiatrowi. Chmury niespiesznie się snują. I szaro, szaro. Wiecznie szaro! Może przydarzy nam się miłość, oby prawdziwa, nieszczęśliwa, i znów, więc szaro. A w książce wydaje się być tyle barw. Tam to mają życie, przynajmniej takie godne zapamiętania, a jak źle, to i taką myśl mamy, że w książkę udajemy się jedynie na chwilę. Wiemy, że to żart naprawdę, humoreska, a tak, jakby sen, to naprawdę wcale tego nie ma. O zgrozo, że to samo powiedzieć musimy, czytając i o pięknych rajach, o miłości wielkiej i jedynie prawdziwej. 

To nic znowu, bo książka się skończyła. A my, o Boże, ile my przeżyliśmy w tych stronach. Ja leciałem rakietą, zwiedzałem tyle miejsc i jechałem na Kurdlu. To nie istnieje, ale nie mówmy o tym. Niech będzie, że było naprawdę. Może wielkie i piękne kłamstwo lepsze, niż szara prawda na półtora etatu, iście nie do zapamiętania. Nic to.

A chcemy żyć jak najdłużej. Niech więc ta książka zatem będzie Waszym, naszym kolejnym, przeżytym dniem, takim więc do zapamiętania, i takim kolejnym do pełnego tygodnia.

wtorek, 18 stycznia 2022

98.

Niniejszy tekst stanowi interpretacyjną parafrazę poniższego filmu.

https://youtu.be/Y1x3ysZoVNY

...

Chcecie Państwo wiedzieć, czym jest miłość?

Oczywiście, że chcecie, a zatem, czym jest miłość? Zniszczeniem. Chciałoby się powiedzieć, jak wszystko w naszym nędznym i samotnym życiu, prawda...? Doskonale Was rozumiem, ale zacznijmy od początku. A więc z początku... Miłość... Mała strużka, która, lekka i nieśmiała, niepostrzeżenie otula Wasze nagie, spragnione uwagi serca, w końcu stając się ich nierozerwalną częścią. Powiedzmy, że w moim przypadku będzie ona granatowa, jakby ocean o późnym zachodzie, w którym przyjdzie nam o czasie utonąć, bez niczyjej litości. A gdy już otwieramy się na nią i własną w kierunku drugiej osoby ciągniemy, możemy wtenczas przyjąć, że jesteśmy wobec niej całkiem już bezbronni, i całkiem oddani. Przez naszą granatową wieczorną iść będzie to, co, tłumione, naprawdę zawsze chcieliśmy powiedzieć, czy o niej samej, o najbliższej nam osobie, czy o tym bezbarwnym, depresyjnym świecie, któremu tak naprawdę nigdy nie byliśmy potrzebni. Nie oszukujmy się. Możemy sami wybrać, nic nas już nie ogranicza.

Mijają miesiące, lata..., kolejne raty hipoteki, przypominające, co okazało się być jedynym i prawdziwym w życiu. A my..., My kroczymy wciąż po burej ziemi, wiedząc to jedno, nie jesteśmy sami. Tym razem prawdziwie, na zawsze, myślicie... I to, że gdzieś tam, a choćby w drugim końcu świata, istnieć ma dusza, i choćby ciałem daleko, sobą na zawsze w nas, nami będąc poniekąd, istnieje. Nie jesteśmy sami, jaki to ważny zwrot w naszym wypełnionym półtoraetatową pracą dniu. Powiedzmy go sobie zatem, lecz na głos, tym lepiej zdając sobie sprawę, co nigdy nam się w życiu już nie zdarzy, a, po prawdzie, czego nigdy naprawdę przecież wcale nie było. Ułóżmy o tym wiersz, napiszmy piosenkę, nie wstydźmy się. I tak nikt nie będzie chciał jej słuchać, a my odejdziemy przynajmniej jako opozycyjni artyści. Każdy z nas może być dzisiaj artystą. Pozwólmy sobie więc na jedną, malutką piosenkę... o naszym wielkim, zdradzonym uczuciu.

A kiedy już to zrobimy, żyjąc odpowiednio długo, ujrzymy wieczną jesień. Wasz ocean nie okazał się być poza Wami nawet i kałużą. Chcecie pić, sięgacie wody, potykając się o przepełnioną nimi drogą wiąz zgniłych liści, łamiecie sobie kark. Ale nie tak szybko, to jeszcze nie czas, Kochani. Jeszcze raptem chwilka... Nim dane będzie nareszcie to wszystko zakończyć, gdzie podziała się nasza miłość? Odpowiem Wam, nigdzie. Nigdy jej naprawdę nie było, może poza depresyjnym pragnieniem bliskości, ciepła i dobrego słowa, którego nie dane było nam zaznać w dzieciństwie. A może wyidealizowanym mirażem obojętnego świata... Czymkolwiek by ta nie była, nie martwmy się, nie potrwa to już długo. Liście nieuchronnie spadają, a ocean miłości..., ten piętrzy się coraz wyżej, by zalać wszelki zlepek cierpienia, żałości i niespełnionych marzeń, którym okazało się być na końcu nasze życie.

O tym, jak zakończyć tę nudną opowieść, dowiecie się Państwo z poniższego artykułu. Nie zapomnijcie, bardzo Was proszę, zajrzeć w wolnej chwili. Tymczasem dziękuję, że byliście tu ze mną, przynajmniej w tych kilku ponurych słowach, jakby z kartki jednostronnego pamiętnika. Życzę Wam wszystkiego dobrego, pięknych, długich pamiętników i oby Wam się...

https://sceptyknadrzewie.blogspot.com/2022/01/96.html?m=1

sobota, 15 stycznia 2022

97.

A zatem postęp. Można przyjąć rzecz, że natura, obdarowując nas w rozumy, popełniła nader duży błąd, jako że tworząc przy tym swoistą nadistotę, przystosowaną nazbyt dobrze do jej samych warunków, zburzyła równowagę, do której do tej pory dążyła. Wystarczy popatrzeć, że na krwiożerczego drapieżnika, choć jednego, przypadało mniej lotne w kontrataku, acz przeważające liczbowo stado roślinożerców, które dzięki swym piętrzącym się ilościom, sprostać mogło równowadze, a przy tym i istnieniu wygłodniałych mięsolubnych. Człowiek zadaje kłam, jest zbyt mądry, zbyt dobry do władania, a choć rozum implikuje władzę, czyż nie implikować może także etyki, a idąc drogą, czyż natura i tego nie mogła przewidzieć? Bo być może, dajmy na to, natura wiedzieć mogła, że człowiek w istocie na chwilę wymsknie jej się, pozornie jednakże, z równania, burząc wspomniane zrównoważenie żyjących. Do momentu, bo też i dojdzie, a to przez dobrobyt, do takich pokładów empatii, że w dalszej części życia gatunku, rozwijając etykę, opiekować się będzie naturą, pomagając jej w zachowywaniu równowagi właśnie. 

Zatem mielibyśmy do czynienia z precedensem, gdzie to natura, nikt inny, stworzyła niejako strażników samej siebie w skórach istot przy reszcie w parze najlepszych. Teraz nie prawa martwe trzymać mają życie w ryzach, co już świadome swej misji jednostki. Świadome pozornie, bo po prawdzie zaprogramowane pierw na taki właśnie rozwój, optymistyczny dodajmy, bo oparty na za rozumem idącym dobrobycie, by w odpowiednim czasie, jakby z polecenia Boga, wziąć ziemię we władanie, nie obetonowując tej jednak, co biorąc pod opiekę. A gdy i to weźmiemy, trudno w rozumieniu tym postrzegać naturę jako zlepek jedynie sprzęgniętych ze sobą praw i obowiązków, nie dodając tej choćby i źdźbła świadomości, a tu już nawiązując do jakiejkolwiek koncepcji kreatora. Stąd też i powyższe nawiązanie do Biblii. Czy tak jest, czy nie, są to spekulacje. Dość niezwykle jednak myśleć, że tak być w istocie może, a nie tyle już nasz rozwój, co i postęp cały gatunku, w tym także i postęp emocjonalny dalece wcześniej miał być zaplanowany i obmyślony na cele wyższe, niż to nam się, bawiącym przed laty maczugą, mogło jakkolwiek zdawać.

czwartek, 13 stycznia 2022

96.

A zatem, panowie, jakże w dzisiejszych czasach palnąć sobie w łeb z miłości?

Otóż bardzo prosto... A oto, co wiedzieć należy. Więc bronią prochową celować przyjęło się jedynie w serce, a tak, by to, rozszarpane, reprezentować mogło, w co już dawno przemienił się duch nasz bez niej, zatem martwy, lecz, póki ciało dyszy, na poły, ślepy w końcu na wszelkie po kres wschody tego świata. Nie dla nas już ich budzące co dnia promienie, panowie. 

Kulą zaś w skroń celować, starając się nie pod kątem, a to, by nie posądzono nas niepotrzebnie podczas sekcji o nadmierne rąk drżenie, jawny znak wątłości, tchórzostwa i niezdecydowania w czynie. A jeszcze kto, utrapieniec, pobiegnie donieść o tym naszej pani.

W czynie, którym nie afiszujmy się nadto, jako że nie ubijacie się na poklask tłumów i fanfar, jakoby dla tej mrzonki, a dla jedynej, panowie, ukochanej waszej, bez której życie zdaje się być dalece już wyzute z wszelkiej możliwości istnienia. Co ważne, pamiętajmy, nie jesteśmy, jak ten prosiak, co z niego polędwice wędzą. Nikt nam, wbrew naszym kwikom, pod tasak goleni nie wkłada, tak też czyn nasz winien być całkiem czysty, biały, dziewiczy wręcz, nie skrywający dziecinnych pragnień tłamszenia kochanej przy sobie, jakby dziecka, co go od piersi nie idzie oderwać, a nie daj Boże, chęci wzbudzenia w tej jakich by wyrzutów sumienia, o tym niżej. 

Bo gdy i to sobie nakreślimy, warto by namyśleć się porządnie nad listem, najlepiej ten wręczyć osobiście. Ważne, gdy wybranka odnajdzie go sama, jeszcze jakiś wyrzut sumienia w głowie jej zjawić się może, a więc, gdy będzie ta nas mieć możliwie przy sobie, my w te pędy naraz pospieszymy tłumaczyć jej konieczność naszego zachowania, kreśląc u jej kolan, że z własnej, nie innej woli ofiarujemy jej życie swe, nie widząc duszą ni okiem dlań innego, godniejszego, niż ona, sensu. A mówmy jej dalej, że nie przez nią to, a dla niej, nie z jej winy, że tak być musiało w istocie, choćby jakkolwiek nie miało to nic z prawdy. I nie ma, taką poweźmy myśl, że nasza to, nasza tylko decyzja. W tym miejscu nie zapomnijmy i o tonie. Łzy tudzież jaka inna tkliwość opuścić winna nasze serca, nimeśmy w ogóle zaczęli zbierać na to wszystko, więc strzelbę i garnitur, pieniądze. Nie dla łez giniemy!

Cel. Pal, jak się przyjęło. Dobrze zawiązany krawat i umyte włosy, bez dezodorantu, choć po umyciu. W rękę pustą weźmy bliską nam rzecz od niej, a przyłóżmy do serca. Chyba, że w te przyjdzie nam się zamierzać, wówczas przytknijmy do ust, na chwilę, by krwią nie zababrać, po czym opuśćmy, trzymając, acz nie jak chłop widły do gnoju, a z należytym pietyzmem. Ważne, niepoprawnie wcześniej tego ćwiczyć, warto więc zrobić pierw z godzinę, pół chociaż uczciwej medytacji, a to, by odprężyć się należycie, zwołać myśli o niej, szczególnie te, które nijak ponownie już ziścić się nie mogą. Nim pociągniemy za spust, poczujmy jeszcze, co czuliśmy podczas pierwszego z nią spotkania. Miłość. Tak, a jeśli była to ona... A gdy dojdzie nas, że wszystko to przeszłość tragicznie niedosięgła, strzelajcie, by tylko! 

Tak też w dzisiejszych czasach, panowie, strzelajcie.