Translate
piątek, 22 kwietnia 2022
104.
wtorek, 19 kwietnia 2022
103.
czwartek, 24 marca 2022
102.
środa, 9 lutego 2022
101. "Baśń o trzech braciach i królewnie"
poniedziałek, 7 lutego 2022
100.
wtorek, 25 stycznia 2022
99.
Po co, drodzy Państwo, czytamy? Dla przyjemności, a ja też tak sądzę, lecz to warto przyjąć, czytać zwykliśmy także i dla wspomnień, dalej więc, czytać nam przyszło dla dłuższego życia.
O Boże, jak to i straszno, i źle jest, by myśleć, zdać sprawę choć sobie, zapomnimy swe życie. A przynajmniej przepadną nam z głowy dziesiątki lat, szarych, bezpłodnych, przede wszystkim naszych, zdaje się w końcu, tych samych niemal, a to jedno, co stać będzie pod pojęciem życia, naszego życia, ot, będą to chwile raptem, uczuciowe, by tylko, lecz i te większe, te wielkie i piękne, i najgorsze, do diabła, ze wszystkich emocje (wszystko to zresztą w zupie z zapomnianych myśli). Cóż to jednak, okaże się, w życiu nie więcej było ich, niż garstka. Jedna, dwie góra, które pokryć by mogły kilka jedynie dni, i to dobrze, jak starczy ich na tydzień. Ot, okazuje się, tyle przeżyliśmy. Na końcu zapamiętamy kilka dni naszego życia. Na co nam i to, że inni zapamiętają więcej. Być może, lecz zastrzegam, w chwili, kiedy zaraz wszystko ma wtem zniknąć, zdamy sobie sprawę, jak inni o ułamek choćby nie stanowią dla nas nic konkretnego nad milczący znikąd wobec nas świat. Milczał zawsze, teraz rzucamy się jedynie, szarpiąc, po jakąś od niego odpowiedź. Przypomnieliśmy sobie, istnieje tylko on. Wielki, nieporuszony, jak uczucie prawdziwe. A jednak go nie ma. Biały. Ogromne coś, w którym przyszło nam istnieć. Pukasz, nikt nie odpowiada. Boże, czy to możliwe, że nigdy nikogo nie było?
To nic, gdzie w tym wszystkim książka? W tym, by zapełnić tydzień naszego życia. Ot, to wielkie, co przeżyliśmy w przerwach przepracowanego etatu... Czy tyle nam starczy? Czy dumnie możemy powiedzieć, tak, tydzień, było nam aż nadto? Tutaj książka, więc światy, uczucia, strach, a to wszystko, co, wyobrażać możemy sobie, dzieje się na białych ścianach naszego jałowego pokoju. Cóż zrobimy bez książki? Ot, nuda. A drzewa poddają się wiatrowi. Chmury niespiesznie się snują. I szaro, szaro. Wiecznie szaro! Może przydarzy nam się miłość, oby prawdziwa, nieszczęśliwa, i znów, więc szaro. A w książce wydaje się być tyle barw. Tam to mają życie, przynajmniej takie godne zapamiętania, a jak źle, to i taką myśl mamy, że w książkę udajemy się jedynie na chwilę. Wiemy, że to żart naprawdę, humoreska, a tak, jakby sen, to naprawdę wcale tego nie ma. O zgrozo, że to samo powiedzieć musimy, czytając i o pięknych rajach, o miłości wielkiej i jedynie prawdziwej.
To nic znowu, bo książka się skończyła. A my, o Boże, ile my przeżyliśmy w tych stronach. Ja leciałem rakietą, zwiedzałem tyle miejsc i jechałem na Kurdlu. To nie istnieje, ale nie mówmy o tym. Niech będzie, że było naprawdę. Może wielkie i piękne kłamstwo lepsze, niż szara prawda na półtora etatu, iście nie do zapamiętania. Nic to.
A chcemy żyć jak najdłużej. Niech więc ta książka zatem będzie Waszym, naszym kolejnym, przeżytym dniem, takim więc do zapamiętania, i takim kolejnym do pełnego tygodnia.
wtorek, 18 stycznia 2022
98.
Niniejszy tekst stanowi interpretacyjną parafrazę poniższego filmu.
https://youtu.be/Y1x3ysZoVNY
...
Chcecie Państwo wiedzieć, czym jest miłość?
Oczywiście, że chcecie, a zatem, czym jest miłość? Zniszczeniem. Chciałoby się powiedzieć, jak wszystko w naszym nędznym i samotnym życiu, prawda...? Doskonale Was rozumiem, ale zacznijmy od początku. A więc z początku... Miłość... Mała strużka, która, lekka i nieśmiała, niepostrzeżenie otula Wasze nagie, spragnione uwagi serca, w końcu stając się ich nierozerwalną częścią. Powiedzmy, że w moim przypadku będzie ona granatowa, jakby ocean o późnym zachodzie, w którym przyjdzie nam o czasie utonąć, bez niczyjej litości. A gdy już otwieramy się na nią i własną w kierunku drugiej osoby ciągniemy, możemy wtenczas przyjąć, że jesteśmy wobec niej całkiem już bezbronni, i całkiem oddani. Przez naszą granatową wieczorną iść będzie to, co, tłumione, naprawdę zawsze chcieliśmy powiedzieć, czy o niej samej, o najbliższej nam osobie, czy o tym bezbarwnym, depresyjnym świecie, któremu tak naprawdę nigdy nie byliśmy potrzebni. Nie oszukujmy się. Możemy sami wybrać, nic nas już nie ogranicza.
Mijają miesiące, lata..., kolejne raty hipoteki, przypominające, co okazało się być jedynym i prawdziwym w życiu. A my..., My kroczymy wciąż po burej ziemi, wiedząc to jedno, nie jesteśmy sami. Tym razem prawdziwie, na zawsze, myślicie... I to, że gdzieś tam, a choćby w drugim końcu świata, istnieć ma dusza, i choćby ciałem daleko, sobą na zawsze w nas, nami będąc poniekąd, istnieje. Nie jesteśmy sami, jaki to ważny zwrot w naszym wypełnionym półtoraetatową pracą dniu. Powiedzmy go sobie zatem, lecz na głos, tym lepiej zdając sobie sprawę, co nigdy nam się w życiu już nie zdarzy, a, po prawdzie, czego nigdy naprawdę przecież wcale nie było. Ułóżmy o tym wiersz, napiszmy piosenkę, nie wstydźmy się. I tak nikt nie będzie chciał jej słuchać, a my odejdziemy przynajmniej jako opozycyjni artyści. Każdy z nas może być dzisiaj artystą. Pozwólmy sobie więc na jedną, malutką piosenkę... o naszym wielkim, zdradzonym uczuciu.
A kiedy już to zrobimy, żyjąc odpowiednio długo, ujrzymy wieczną jesień. Wasz ocean nie okazał się być poza Wami nawet i kałużą. Chcecie pić, sięgacie wody, potykając się o przepełnioną nimi drogą wiąz zgniłych liści, łamiecie sobie kark. Ale nie tak szybko, to jeszcze nie czas, Kochani. Jeszcze raptem chwilka... Nim dane będzie nareszcie to wszystko zakończyć, gdzie podziała się nasza miłość? Odpowiem Wam, nigdzie. Nigdy jej naprawdę nie było, może poza depresyjnym pragnieniem bliskości, ciepła i dobrego słowa, którego nie dane było nam zaznać w dzieciństwie. A może wyidealizowanym mirażem obojętnego świata... Czymkolwiek by ta nie była, nie martwmy się, nie potrwa to już długo. Liście nieuchronnie spadają, a ocean miłości..., ten piętrzy się coraz wyżej, by zalać wszelki zlepek cierpienia, żałości i niespełnionych marzeń, którym okazało się być na końcu nasze życie.
O tym, jak zakończyć tę nudną opowieść, dowiecie się Państwo z poniższego artykułu. Nie zapomnijcie, bardzo Was proszę, zajrzeć w wolnej chwili. Tymczasem dziękuję, że byliście tu ze mną, przynajmniej w tych kilku ponurych słowach, jakby z kartki jednostronnego pamiętnika. Życzę Wam wszystkiego dobrego, pięknych, długich pamiętników i oby Wam się...
https://sceptyknadrzewie.blogspot.com/2022/01/96.html?m=1