Translate
czwartek, 6 stycznia 2022
91.
piątek, 17 grudnia 2021
90.
Smutne jest życie z czasem. Z czasem zmienia się w nim krajobraz, a dajmy to, piękne życie mają ci, którym po wysłudze lat prześwieca w nich słońce. I jakże, a to wśród białych ścian na kredycie, i jakże na środku chlupoty na zewnątrz i błota, jakże w tym wszystkim, co brudne, piękne jest zamknąć oczy, a to, by śnić, lecąc wśród utopijnych fantasmagorii, cośmy je sobie, a na ucieczkę od życia stworzyli.
Bajać o tym, co nigdy ma się nie wydarzyć, a z uśmiechniętą twarzą, w końcu cieszyć się w pracy, że raptem już tego wieczoru, przy świecach zamknąć przyjdzie nam oczy, udając się w życie kwitnące, z liśćmi na drzewach i tam, gdzie wszystko się udało, a nawet, jeśli kto chęć ma, gdzie istnieć mają i smoki. Uśmiechamy się, ślepi, jak szybko mijają godziny... Otworzymy oczy, nic nagle, naraz już noc, musimy iść spać, a to, by wstać znów i znów, jakże szybko mijają nam dni, na te kilka godzin, a to pośród białych ścian, zastygłego wosku, marząc znów też o kolejnym przy nowych świecach wieczorze.
Tym wszystkim więc, co zostawili ciało, może to i lepiej. Świat zwykle bywa jednak nudny. Bywa spóźniony i w niewłaściwym kolorze. Jeśli więc mamy przeżyć je szczęśliwie, niechże na boże podobieństwo stworzymy swój własny, a choć na sekund kilka, czym różni się ta ułuda od jawy, którą tej nocy jeszcze bezwiednie zostawimy dla smoków?
czwartek, 16 grudnia 2021
89.
poniedziałek, 29 listopada 2021
88.
Jakże Państwo sądzą, która lektura szkolna, z kanonu tych najdalej obowiązkowych, jest i także najwięcej życiowo przydatna? A taka, z której młodzi my wyciągnąć możemy lekcje, za których to nieprzestrzeganie i niewyciągnięcie zeń wniosków, życie smagać nas będzie w pupkę, boleśnie i z przyjemnością?
Do moich, niech będzie "Lalka" Bolesława Prusa. Toż to majstersztyk, a to dla młodego pokolenia, dzieło tłumaczące, jak to nie być uczuciowym desperatem, czującym przesadnie sercem, myślącym tą mniejszą główką. Jak też obrazującym, że, kiedy wreszcie, a to za naszą nieporadność i brak poczucia własnej wartości i szacunku do siebie, dostaniemy bęcki, położymy się na tory, wypatrując Bozi i pociechy na jej kolankach, nic to nam więcej nie da, niż tyle tylko, że ktoś nas uratuje w ostatnim, psim naszym momencie, byśmy w końcu dojrzeli naszą wierną, psią równie beznadziejność, upatrując swego myślącego organu w głowie prędzej, aniżeli w spodniach. Szacunek do pieniądza, szacunek do siebie- to powinienem napisać chyba w odwrotnej kolejności... mniejsza z tym jednak. I to mało, romantyzm- płytka gra idiotów, ludzi z kołyski, a jeśli żyć romantycznymi ideałami, idąc za lekturą, żyć miłością beznadziejną, nic zostanie, tylko wysadzanie zabytków, zostawianie prawdziwych przyjaciół, samobójstwo w końcu i sprzedanie majątku.
Jednakże lektura nie ostrzega przed miłością, a uczy, by myśleć cały czas, nie tracić racjonalnego ducha, w końcu nie rzucać się finezyjnie pod pociąg, bo chwalebne to nie jest, a głupie, śmieszne, pożałowania godne, by tylko. Uczy, jak to wokół nas chodzą, a chodzić będą niedojrzałe emocjonalnie dzieci, uczuciowe, spragnione miłości i uwagi wraki, pełno tych, którym to spojrzenie przelotne wystarczy, by ci, rzuciwszy się w natrętny wir pożądania miłości, utopili się w nim naraz, skończywszy najpewniej z uwagą, miast kobiety pięknej, lepkich ramion komornika.
A zatem więc, czytajcie "Lalkę", młodzi! Spieszcie się uczyć nie być desperatami! A może przyjdzie pewien czas, kiedy, choćby życie wasze kusiło..., staniecie obok torów, a odetchnąwszy z ulgą, przeliczycie pieniądze, kupując sobie wielkiego, czekoladowego pączka, dla smaku, a na pohybel diecie!
Poza tym, Łęcka złą kobietą była.
Piszcie Państwo, jakie, i dlaczego, są Wasze propozycje.
sobota, 5 czerwca 2021
87.
Stojąc sobie, wieczorem, choćby na balkonie, kiedy za oknem u kogoś w mieszkaniu słychać szepczący telewizor, można dojść i takiej nieraz myśli, jak dalece ten świat jest w ogóle wobec nas obojętny.
Na równi, jakby wobec trawy i psów z wieczornego spaceru, i wobec całkiem chyba już wszystkiego, co przyjdzie nam tylko pomyśleć.
A przecież, myśląc to właśnie, gdzieś tam, gdzie mam nadzieję nigdy nie trafić, ktoś właśnie popełnia samobójstwo. Potem chwila..., ktoś kolejny.
I choć mijają tak kolejne wielkie i bólu pełne życia, tak raz za razem, o których guzik mieliśmy pojęcia, mijają one w ciszy. Świat zaś istnieje nadal. I tak samo, jak przedtem, szeptać będzie gdzieś tam telewizor i, jak wcześniej, szumieć będzie wiatr. I nic, całkiem nic się nie zmieni, jakby dla nikogo nie było to w żaden sposób istotne.
Nawet i Bóg będzie istnieć dalej. I tak samo dalej można się będzie do niego pomodlić...
Co pewno zrobię. To jakieś smutne, takie zbyt proste i nie widać celu. O wiele piękniej jest myśleć, że gdzieś tam, dla nas tylko zatrzymują się zegary. Telewizory cichną, a wiatr całkiem zamiera. Że gdzieś tam może, wierzę, istnieje taki świat, który słyszy każdą naszą myśl, razem z nami cieszy się i smuci, i zapłacze na samym końcu, kiedy nas zabraknie. Że nawet ptaki nie ćwierkają wobec nas obojętnie i nic już tam nie dzieje się bez, w jakiś magiczny, ale piękny i mądry sposób, powiązanego z nami powodu.
Wierzę w to, bo trochę smutno i strasznie trochę myśleć, że, choć nie wyskoczę pewno z balkonu ani tej, ani następnej nocy, zniknę w końcu, nie doznając tylu pięknych rzeczy. A cały świat wokół, po najdalsze kraje, kręcić się będzie dalej z psami, balkonami, szumem wiatru i szepczącym telewizorem. Bóg będzie istnieć dalej. I nikt całkiem nic nie będzie sobie z tego ani trochę robić.
Tymczasem życzę Państwu postania sobie właśnie wieczorem na balkonie, albo tylko przy otwartym oknie, i jakichś dokądś tam ciągnących się, i Państwa wraz z sobą, myśli.
niedziela, 30 maja 2021
86.
Zawiedzeni szarym niebem i deszczem nie do rytmu stukającym w okna, wyobraźmy sobie naraz piękny, jakby spod skrzydła anioła wyjęty świat, i różnokolorowe drzewa... A tak dalece dokładnie sobie go weźmy, by zapodziać się w nim zaraz, a tak też bardzo, by próżno nam było już się z niego w ogóle ku jawie smutnej wydostać.
Myślę, wielu z nas, jak nie większość nawet, istnieje sobie, a hen..., w swoich nieokreślonych nigdy na mapie światach. A idąc zamgloną ulicą, z pracy pewno, nie spostrzegą się ci, we śnie chodzący, jak naraz dotrą do porosłego kurzem domu, będąc w czasie drogi nie w zwykłej, gęstej mgle ludzkiej jawy, a indziej całkiem, więc w swym słońcem cieknącym, złotą trąbą zdobionym raju, gdzie też i próżno im będzie szukać jakowego Boga, z jaką inną twarzą, niż tylko ich własna.
I tak wloką i wloką nas naprzód nasze zawiedzione życiem ciała, zwiędłe, ucząc się potknięciami, jak omijać co większe krawężniki, a to, byśmy już sami, bez tchu i przeszkody, oddać się mogli temu, co piękne jest i do cukrzycy samej słodkie, a gdy tylko bardziej się w to zagłębić przyjdzie, uczciwie zapodziać, może i zgubić nawet, to i temu też się oddać, co na pozór, a w zasadzie tylko, jedynie dla nas, zatraciło w sobie wszystko to, co kiedyś przypisalibyśmy fikcji, ułudzie, samemu, nie więcej, niż guzik wartemu kłamstwu.
Okłamani więc, pośrodku wymyślonych, lecz widzących nas w tłumie ludzi, wśród fioletowych drzew i psów, i mocy superbohatera, śpiący, wybudzimy się naraz, a to, by stanąć na czerwonym, majaczącym z lekka we, jakby, zdaje się, już rzeczywistej mgle świetle... Lecz gdy i tego zapomnimy, gdy poczłapiemy, jakby żaba, martwym, posuwistym krokiem..., gdy nie w czas we śnie kolorowym zatrzyma nas jakaś wcale ładna, a jednak dostrzegająca nas pani...- wszystko zniknie, pufff, a my znikniemy ze wszystkim. A jedynym co zostanie, będzie nasze rozpaćkane pod samochodem na czerwono ciało, zdawać by się też mogło, nie bardziej wówczas realne, co mgła wokół, i deszcz, i tylko zielone już drzewa, i wszystko, co, śpiący, boscy, niegdyś kroczący we mgle, bzduraliśmy sobie do czasu w swych głowach...
A jako, że okaże się być to tylko rzeczywistość, nikt nas już nawet nie zauważy, a panie pójdą dalej...
...
Smutne całkiem, lecz pisałem, jak miałem zły dzień. Dzisiaj mam niezły, więc pewno bym na to nie wpadł. Korzystajmy więc, Drodzy, z gorszych, grosza niewartych chwil.
wtorek, 25 maja 2021
85.
Mieliście Państwo jakieś doświadczenia, tyczące się OOBE? Jeśli tak, zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach.
A jeśli idzie o mnie, nieraz, choć rzadko, a niestety w zasadzie jedynie sporadycznie, budząc się spontanicznie, doznawałem paraliżu sennego, więc, co wyczytałem, stanu, kiedy to rozbudzony umysł skonfrontowany jest z nadal uśpionym ciałem. Zaś to całe wibruje, a jest to nienaturalnie silne doznanie. W dodatku ciałem samym nie idzie wówczas nawet i poruszyć, choćby tylko koniuszkiem małego palca. Umysł zaś, zgodnie z wcześniejszym opisem, pracuje, rozbudzony, normalnie, przeciętnie, jak za zwykłego całkiem, szaro-burego dnia.
Doznając zatem tego oto stanu, czasem intencjonalnie starałem się, metodą prób i błędów, wydostać ze swej biologicznej powłoki. Czułem wówczas, jakbym unosił się, lecz nie rześko, zgrabnie, w kierunku światła i lepszego miejsca na świecie, ale jakobym przedzierał się przez czarną, gęstniejącą smołę, którą miało być, tak myślę, moje ciało, jednak, mimo to, parłem coraz wyżej i wyżej..., w uszach słysząc przy tym wszelkich częstotliwości szumy, trzaski, piski, słowem, w ten deseń niesprecyzowane dźwięki.
Finalnie jednak, nigdy z ciała nie wyszedłem. Mimo, że umysłem byłem całkiem rozbudzony, na ten łez padół na powrót, zdaje się, ściągały mnie co i rusz skrajne emocje, więc z początku paniczny strach, a z czasem, gdy nawykłem do tego, co się mi przydarza, również i skrajna euforia, od której próżno uciec, nie będąc naraz wytrawnym, opanowanym mnichem. Wszak takie wyjście bardziej niezwykłą się zdaje przygodą, niż kierowanie traktorem za dzieciaka na wsi.
Mieli zaś Państwo z tym, co wyżej, własne doświadczenia?