Translate

sobota, 30 maja 2026

179.

Chowawszy się wewnątrz przed światem, nie gdzie indziej jest lepiej... - pod kloszem w witraż ciętym na ciepło się ćmiącej w noc lampy - na ciężkim wiktoriańskim biurku, mając w towarzystwie niewięcej, co garść w rubin ciemnych, mieniących się w świetle historii. Dobrą kawę...
Tak gdyby to było możliwe, i tytoń. Zaś z uchodzącym nad dymem, leciałyby weń szklane ptaki..., być może od dymu powolnie zachodzić by mogło ze szkła lane słońce, czerwone. Na czerwień kwitłyby drzewa - ze szkła, z nimi dalej..., to gdy się przypatrzeć, witrażem by były historie. Ławki w parkach, jak szklane po domach dachówki, purpurą się szklące jeziora, jak... i ktoś się szykuje do drogi - ze szkła - coś, za czym bardzo tęsknimy. Coś, co mieliśmy zapomnieć, a czasem, być może, i o czym zapomnieliśmy, co z czasem w nas, płonące, zmarło - w blasku jarzącej w noc lampy - i szklani by byli też ludzie.
To wszystko...

...od nowa, by z czasem... przepali się w lampie żarówka. Spali tytoń, a wówczas - tam, w świetle księżyca... leciałyby weń szklane ptaki..., być może od chłodu powolnie zachodzić by mogło ze szkła blade słońce. To księżyc. I bielą by kwitły drzewa (wiśnie?) - ze szkła, z nimi dalej..., gdy znów się przypatrzeć, to znowu, witrażem by były wspomnienia. Ławki w parkach, jak szklane po domach dachówki, błękitem przymarzłe jeziora (To zima?), jak... i ktoś się szykuje do drogi - ze szkła - ktoś, za kim bardzo tęsknimy. Ktoś, kogo zapomnieliśmy, a czasem, być może, kogo nie można zapomnieć. Coś, co w nas dawno zamarzło - w cieniu przepalonej lampy, w blasku zza okien księżyca - szklanymi by byli też ludzie.
To wszystko.

...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz