Teoria o tym, że jestem gulaszem węgierskim nie jest bezpodstawna, i owszem. Jednako ta także, że w nieodległej przyszłości zamierzam przejść proces odwracalnej miniaturyzacji - podobnie - a takiej, to żebym zmieścić się mógł w domku nie większym, co mieszczącym się cały w łupince orzecha włoskiego. Ważne z tym jest, by przemiana ta, zgodnie z wolą, mogła być odwracalna, to żeby niekiedy jeździć móc autobusem. Na ten moment potrzebne czary posiadam na jednorazowy proces - całkiem permanentny.
Kolejne lata zatem pragnę poświęcić na podróż po bożym świecie w poszukiwaniu mitycznego kotka Anastazego, który, jak głosi legenda, swego czasu opanował tę sztukę do końca. Potrafił zmniejszać się do rozmiarów i mniejszych od chomika dżungarskiego, mówią, gdzie dalej, zaskarbiając sobie zaufanie myszek (poliglota, znał wszelkie mysie dialekty) powiększał się naraz, łykając je w kolejności.
Ostatnim razem lewitował we wschodnim Tybecie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz